Rumunia samochodem 4x4

szukajacprzygody.pl
Pewnie jak większości turystów, kraj ten kojarzył mi się naturalnie z Bukaresztem, zamkiem słynnego wampira oraz romską kulturą. Wyobrażenia na temat wycieczki do Rumunii rozmyły się wraz z pierwszą podróżą. Chyba śmiało mogę nazwać się szczęściarzem, ponieważ w przeciągu paru miesięcy udało mi się odwiedzić dwa razy ten cudowny zakątek Ziemi.

Dwie wizyty w tak krótkim czasie powinny zasygnalizować, iż zarówno warto tam pojechać po raz pierwszy, jak i wrócić po raz kolejny. Tekst będzie dotyczył drugiej wyprawy, w jakiej miałem okazję uczestniczyć wraz z dwoma znajomymi z Krzeszowic, skąd sam również pochodzę.
Przede wszystkim należy zaznaczyć, iż eskapada do Rumunii nie należała do typowych. Wyjazd nosił miano przygody offroadowej! Dla miłośników pojazdów 4x4 jest to istny raj. Dzikość terenu sprawia, że maniacy adrenaliny jeepowej kierownicy poczują się tu jak w domu. Osobiście jestem nowicjuszem takich wypraw, uważam jednak, że Rumunia zaoferowała wspaniały początek nowej pasji. Oprócz krzeszowickiego trio (Rafał Baran, Łukasz Gadowski, Mateusz Liburski) w wyjeździe brały udział osoby na co dzień mieszkające w Warszawie, co w sumie daje wynik pięciu samochodów. Wspólne podróżowanie zrzesza ludzi, co potwierdziło się również w tym przypadku. Zero konkurowania i rywalizacji, każda para rąk przydała się do pomocy. Mogliśmy wszyscy nawzajem na siebie liczyć.

Przy tak ekstremalnych przygodach jest to niesamowicie ważna kwestia, ponieważ usterki aut wpisane są w scenariusz takich wycieczek. Przejdźmy do konkretów: trasa z Polski (konkretnie z Dukli) prowadziła przez Słowację oraz Węgry.
W samej Rumunii przejeżdżaliśmy przez takie miejscowości jak Sapante, Nowy Soloniec, Suczawa czy Baia Mare. Łącznie pokonaliśmy ok. 1700 km. Noclegi organizowaliśmy w pensjonatach znajdujących się blisko obranej drogi, które niespecjalnie kurczyły nasze kieszenie, oprócz tego wyżywienie zabraliśmy ze sobą.

Taka organizacja pozwoliła znacznie ukrócić koszty, które i tak w największej części zostały spożytkowana na nakarmienie naszych maszyn. Paliwo i gaz jest w porównywalnych cenach jak w Polsce. Obecna pora roku dodała uroku wybranej trasie. Karpaty ubrane w jesienną szatę zapierały dech w piersiach. Rumuński krajobraz jest wciąż bardzo dziki. Poruszając się po tutejszych lasach nie zobaczymy innych turystów, możemy natomiast liczyć na spotkanie ze zwierzyną.
Nasza ekipa otarła się o randkę z niedźwiedziem, na szczęście skończyło się tylko na prawidłowym zidentyfikowaniu jego śladów. Pięciodniowy wypad minął na przeprawach w nieustającym, błotnym terenie, kąpielach (aut) w rzekach, podziwianiu niesamowitych widoków, zdobywaniu nowych terenów i poznawaniu wspaniałej przyrody Rumunii. Kolejna przygoda offroadowa, czyste powietrze oraz baśniowa flora i fauna zachęca do powrotu w tamte rejony.
Trwa ładowanie komentarzy...