Ciemna strona Filipin – więzienie i narkotyki

szukajacprzygody.pl
szukajacprzygody.pl szukjacprzygody.pl
To jedna z tych historii, która nie powinna się wydarzyć, ale jednak się stało... Filipiny większości z nas wydają się rajem na ziemi, ale nie są takie do końca. Każde państwo rządzi się własnymi prawami i różne są sposoby sprawowania władzy. Na Filipinach korupcja i pogoń za pieniądzem i sławą występują, niestety, w dużym nasileniu.

Historia, która tutaj wam chcę opisać trwa i zaczęła się prawie miesiąc temu, kiedy po jednym z koncertów, mój najlepszy filipiński przyjaciel, został aresztowany i niesłusznie oskarżony o posiadanie i sprzedaż narkotyków. Ramke, który nie raz pojawiał się na moich zdjęciach, to skromny i sympatyczny muzyk, który do dzisiaj nie posiada motoru i żyje w bambusowym domku w górach, gdzie nie ma nawet dostępu do bieżącej wody. Ma za to sporo książek, ludowych instrumentów i otwartości dla drugiego człowieka.
Znam go od kiedy tu przyjechałem. Od pierwszej chwili czułem, że nadajemy na tych samych falach. On szuka spokoju ducha w symbiozie z przyrodą i otaczającym go światem, a ja szukałem swojego raju na małej wyspie. Jest to jedna z tych osób, które pokazały mi filipińską kulturę oraz uczyły mnie tego kraju. Większość turystów kojarzy tego sympatycznego faceta, wyglądającego jak Bob Marley o filipińskiej posturze i rysach twarzy, hipnotyzującego uśmiechem i już po chwili stającego się twoim przyjacielem, z którym chce się rozmawiać bez końca i spędzać wolny czas.

Co się tak właściwie stało?
Tak, jak pisałem Filipiny rządzą się swoimi prawami. To jeden w nielicznych krajów, gdzie zazdrość jest niezwykle mocno zakorzeniona i widoczna. Nie mówię tylko o zazdrości w związkach, ale też o zazdrości społecznej. Najprawdopodobniej to też było przyczyną, że mój Przyjaciel siedzi teraz w policyjnej celi.
Ramke nie jest typowym, rdzennym mieszkańcem tej małej wyspy. Jest przyjezdny, a dzięki stosunkowo zamożnej rodzinie, zdobył ziemię na jednym z siquijorskich wzgórz i wybudował tam bardzo skromny, bambusowy domek, gdzie do dzisiaj mieszka. Sporo ludzi już od samego początku miało z tym problem i wyraźnie to okazywało. Zazdrość zżerała ich od środka – jest sobie przyjezdny koleś, który nie pracuje, ma ziemię i jeszcze dom, a do tego cały czas obraca się wśród „białych”. Nie przyjmowali do wiadomości, albo też nie wiedzieli, że ma rodzinę, która go wspiera na każdym kroku. Kilkukrotnie dochodziło do sytuacji, kiedy, dzięki tak zwanym „życzliwym”, musiał się tłumaczyć na komisariacie, że pieniądze pochodzą od jego bliskich, a on sam nie ma nic wspólnego z narkotykami. To było najwyraźniej zarzewiem tego, co doprowadziło do zatrzymania.

Noc aresztowania
Nie byłem świadkiem momentu aresztowania i nie było mnie w tym miejscu, bo dosłownie dwie godziny wcześniej opuściłem restaurację, ale na podstawie relacji świadków i samego Przyjaciela, wyjaśnię wam, co zaszło. Trzeba zacząć od tego, że filipińskie prawo to jakaś abstrakcja i coś, czego w ogóle nie znamy w Europie. Tutaj do skazania cię wystarczy podpis kilku przypadkowych osób, które zeznają, że tego samego dnia kupiły od ciebie coś nielegalnego. W nocy, kiedy Ramke został aresztowany nie miał przy sobie niczego, za co można aresztować i w momencie aresztowanie policja nic przy nim nie znalazła. Po tym jak został skuty kajdankami i wylądował na komisariacie, zobaczył na stole przygotowane porcje różnego rodzaju „dragów”, które, rzekomo, należały do niego. Kilku policjantów podpisało się na protokole mówiącym, że te substancje znaleźli przy nim. Coś takiego wystarcza, żeby człowiek pożegnał się z normalnym życiem i trafił za kratki na minimum 25 lat.


Prawo filipińskie, a posiadanie narkotyków
Policja dokładnie wiedziała, co zrobić żeby pożegnać się z człowiekiem na długie lata. Korzystanie z narkotyków, a ich sprzedaż, to dwa osobne paragrafy, z czego oczywiście sprzedaż to od 25, nawet do 50 lat pozbawienia wolności (informacje od kilku Filipińczyków). Policja filipińska lubi przeprowadzać tego typu „ustawiane” akcje, ponieważ z każdym zatrzymaniem wiążą się awanse. To nie pierwszy przypadek, kiedy niewinna i przypadkowa osoba trafia za kratki. Policja liczy na to, że biedny Filipińczyk nie będzie miał pieniędzy na adwokata i po prostym procesie pożegna się z wolnością, która niesłusznie i w karygodny sposób została mu odebrana. W opisywanym przypadku sytuacja zaczyna się, z punktu widzenia policji, komplikować, ponieważ tak, jak pisałem wcześniej, Ramke pochodzi z wpływowej rodziny z wyższej klasy społecznej…

Przygotowanie materiałów obronnych
Nie minęły 24 godziny, a część rodziny Ramkiego zdążyła przypłynąć z sąsiedniej wyspy, żeby dowiedzieć się, co się stało. Wtedy też po raz pierwszy oficjalnie (szkoda, że zza kratek) mój Przyjaciel przedstawił mi swoich rodziców. Szczęśliwie okazało się, że jego siostra jest oskarżycielem sądowym, choć w innym regionie, ale dzięki temu, podczas zorganizowanego spotkania, dowiedzieliśmy się dokładnie, co teraz nastąpi i jak możemy pomóc. Na spotkanie przyszło ponad 25 osób, głównie białych, którzy mieszkają na stałe na wyspie i chcą, jak tylko mogą, pomóc w uwolnieniu Ramkiego. Kilka osób, łącznie ze mną, przygotowały zeznania, które miały posłużyć w sprawie. Prawo filipińskie pozwala na przygotowanie materiałów obronnych w ciągu 10 dni od momentu zatrzymania. Te materiały następnie, wraz z treścią oskarżenia, trafiają do prokuratora, który ma kolejne 15 dni na ich rozpatrzenie. Nie widziałem materiałów obrony, ani też dokładnego oskarżenia, ale z tego, co udało mi się dowiedzieć podczas niejednej rozmowy z siostrą oskarżonego, policja w ogóle nie przyłożyła się do swojej pracy. Myśleli po prostu, że znaleźli „pionka”, który pójdzie siedzieć, bo nie będzie go stać na obrońcę. To oczywiście nas wszystkich cieszy i daje olbrzymią nadzieję.

Jak wygląda więzienie na Filipinach?
O więzieniu tutaj ciężko mówić, ponieważ przed rozprawą oskarżony pozostaje zatrzymany w komisariacie, którego funkcjonariusze go schwytali. W tym przypadku jest to mały posterunek z jedną celą wielkości 2x2 metry i łóżkiem piętrowym. Wygląda to tragicznie! Jedyny plus tego konkretnego aresztu to fakt, że jest w centrum San Juan i każdy znajomy Ramkiego może w dosłownie kilka minut podjechać motorem i go odwiedzić. Przyjeżdżamy tam systematycznie, kilka razy dziennie z jedzeniem, bo skazany w areszcie nie otrzymuje posiłków i sam się musi o nie postarać. Podobnie jest z innymi niezbędnymi przedmiotami, które mu również dostarczamy. Łóżko to prosta drewniana konstrukcja nieposiadająca nawet materaca, wiec o jakichkolwiek wygodach można zapomnieć. Ramke siedzi tam już blisko miesiąc i tylko raz dziennie na 15 minut może, w kajdankach, wyjść przed budynek, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i złapać trochę promieni słońca. Ostatnio nawet śmiał się i żartował z tego, że teraz to ja wyglądam jak Filipińczyk, a on jak biały człowiek… Dobrze, że pomimo tak ciężkiej sytuacji, poczucie humoru go nie opuszcza. Sprzedaż narkotyków to poważne oskarżenie; może jednak jest winny? Jeżeli dotrwałeś, drogi czytelniku, do tego momentu, to pewnie się zastanawiasz czy on tego jednak nie zrobił. Mogę tutaj od razu napisać, że od samego początku, w 100% jestem przekonany, że osoba, o której piszę, nic złego nie zrobiła. Doskonale wiem, że siedzi w więzieniu bezpodstawnie. Ja to wiem i czuję. Znamy się od 10 miesięcy, widujemy praktycznie codziennie, wspólnie imprezujemy i mamy wspólnych znajomych. Nigdy nie widziałem, aby sprzedawał jakiekolwiek „dragi”, nigdy nie był w wielce zaangażowany w temat narkotyków.

Kiedy będzie werdykt?
Dzisiaj, gdy to piszę, jest niedziela, 13 grudnia 2015, a dokładnie jutro, w poniedziałek 14 grudnia, wraz z rodziną Ramkiego, udajemy się do Lareny po drugiej stronie wyspy, gdzie usłyszymy werdykt prokuratora. Jeżeli, na podstawie zebranej dokumentacji ze strony obrony i treści oskarżenia uzna, że sprawa nie powinna trafić do sądu, to najprawdopodobniej już za kilka dni mój Przyjaciel będzie wolny. Jeżeli będzie inaczej, to zacznie się trudny i długotrwały proces sądowy. Okrutne w tym wszystkim jest czekanie. Sam proces może trwać latami i to jest najgorsze. Co do tego, że zostanie udowodniona niewinność Ramkiego, nikt nie ma wątpliwości, ale każdy boi się o ten czas, który będzie potrzebny aby to osiągnąć…

Aktualizacja 14.12.2015
Kilka godzin temu wróciłem z Lareny. Był to drugi raz, od kiedy jestem na Filipinach, kiedy musiałem założyć długie spodnie i pełne buty (pierwszy raz był w tym samym miejscu, gdy składałem pierwsze zeznania). Oprócz mnie zjawiła się spora grupa znajomych, którzy jak tylko mogą, wspierają Ramkiego na duchu. Obecni byli także trzej policjanci, którzy przeprowadzili „skuteczną” akcję i doprowadzili do schwytania mojego Przyjaciela. Pierwszy raz ich zobaczyłem na oczy i chyba każdy, kto tam był, zauważył, że byli zawstydzeni całą tą sytuacją. Spodziewali się raczej kolejnej odznaki za wzorową służbę, a nie tego, że za moment będą szczegółowo przesłuchiwani. Prokurator zaprowadził świadków oskarżenia i obrony, wraz z prawnikiem, do jednego z pomieszczeń, które nie wyglądało jak sala sądowa, a bardziej jak przedpokój połączony z jadalnią… Jak przebiegało przesłuchanie
Prokurator na wstępie wyjaśnił, że zacznie od przesłuchania policjantów. W sali został jeden, dwóch pozostałych poprosił, by wyszli. O dziwo nas, światków obrony (mnie i znajomego Irlandczyka), zostawił w sali, gdzie odbywało się przesłuchanie. Było to o tyle ciekawe, że dokładnie słyszeliśmy, co policjanci zeznają. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły całego przesłuchania, ale mogę tylko tyle napisać, że gdyby coś takiego zdarzyło się w Europie, to przypuszczam, że każdy z tych policjantów wychodząc z sali przesłuchań, miałby automatycznie zakładane kajdanki na ręce!
W głowie się nie mieści, że trzech policjantów z jednego komisariatu, mając praktycznie miesiąc czasu na przygotowania wspólnej wersji zdarzeń, opowiada przed nami, prokuratorem i obrońcą praktycznie trzy różne historie. I to niebyły historie różniące się tylko detalami. Różna była też kolejność poszczególnych zdarzeń.
Nie rozumiałem wszystkiego dokładnie, ponieważ prokurator zadawał pytania w języku angielskim, ale policjanci częściowo odpowiadali po filipińsku. Dało się jednak wyczuć zawstydzenie i zrozumieć zupełnie nieprzemyślane odpowiedzi, które niejednokrotnie powodowały uśmiech na naszych twarzach. Zeznana dwóch policjantów, którzy rzekomo razem dokonywali transakcji kupując narkotyki od Ramkiego, były na tyle różne, że trudno było się nie uśmiechać. Jeden na przykład twierdził, że oskarżony podczas transakcji był sam, a drugi, że był z trójką turystów (delikatna rozbieżność, prawda?). Czasami się sam zastanawiałem czy oni naprawdę mówią o tej samej nocy i tej samej zasadzce. Pomijam już kwestie ram czasowych, w których cała „sprzedaż” się odbywała - w zeznaniach rozbieżność czasowa to 2 godziny! No dobra, na Filipinach czas płynie inaczej ;-)
Na koniec, kiedy przyszła nasza pora na potwierdzenie zeznań, prokurator powiedział, że już wystarczająco dużo się nasłuchał i raczej nie chodziło mu o to, że jest późno i chce jechać do domu, ale bardziej o to, że takie rozbieżności podczas prowadzenia dochodzenia nie są dopuszczalne i teraz to już tylko formalność, żeby oskarżony wyszedł na wolność.

Czy to już wolność?
Okazuje się, że nie. Pomimo tego, że przesłuchanie ewidentnie świadczy o niewinności oskarżonego, cały proces musi jeszcze trwać. Musimy czekać kolejny tydzień na oficjalne podjęcie decyzji. Jeżeli będzie to decyzja potwierdzająca niewinność oskarżonego, to wtedy dokumentacja sprawy trafia do sądu wyższej instancji i po bliżej nieokreślonym czasie, kiedy sąd ten również oddali oskarżenie, człowiek wychodzi na wolność. Cała ta biurokratyczna procedura jeszcze się trochę potoczy, ale dzisiejsze przesłuchanie dało coś więcej niż iskierkę nadziei. Pokazało, że policja pomimo miesięcznego przygotowania do sprawy, nie mogła ustalić jednej wersji zdarzeń, co prokurator od razu wychwycił i zrozumiał, że sprawa była ukartowana.

Co dalej?
My dalej czekamy. Najciekawsze jest to, że za kilka dni, bo 18 grudnia, Ramke ma urodziny, które raczej na pewno spędzi w celi 2x2 metry. Szykujemy mu małą niespodziankę przed więzieniem, o której powinno być nie tylko głośno na wyspie Siquijor, ale i na całych Filipinach.
Zastanawiałem się czy czekać z publikacją tego artykułu do całkowitego zakończenia sprawy i uwolnienie Ramkiego, ale okres, jaki mój Przyjaciel spędza w więzieniu bardzo się wydłuża. Dlatego uznałem, że jestem zobowiązany poinformować o tym, co tutaj się dzieje.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj